Pin It

Mimo swojej choroby przebiegła Runmageddon, czyli morderczy wyścig na ekstremalnym torze przeszkód! Na trasie czekały na nią błoto, woda, ogień, bagno, przeszkody linowe, skośne i pionowe ściany, zasieki, okopy i inne atrakcje. Poznajcie historie Pauliny, mieszkanki Reska.

Kiedy zachorowałam, miałam zaledwie 8 lat. Nadszedł dzień, w którym usłyszałam „cukrzyca” . Jak to możliwe? Przecież spędzałam aktywnie czas i zdrowo się odżywiałam. I co się okazało?

Cukrzyca to choroba genetyczna i gdy w wieku 7 lat przechodziłam ospę – mój organizm nie wytrzymał od środka. Trzustka została zaatakowana. Ciężko było się do przyzwyczaić do nowego życia.

W ubiegłym roku postanowiłam „Chcę przebiec Runmageddon”. Przeszłam na peny – zastrzyki, które muszę podawać sobie nawet do 7 razy dziennie! Wiedziałam, że będąc na nich, mogę mieć problemy na trasie, ale zdawałam sobie bardzo dobrze sprawę, że Runmageddon pomoże mi zwalczyć moje lęki – NIE MOŻESZ SIĘ PODDAĆ PAULINA!

Wałbrzych. Przebiegłam moje pierwsze, od kilku lat, 3 kilometry. Co to były za widoki. Przeszkody? Nie ma rzeczy niemożliwych, bo nie jestem tam sama! Biegną ze mną ludzie, którzy sobie pomagają! Podają ręce i krzyczą „Dasz radę!”, więc robiłam to samo – widziałam, że ktoś ma problem, nawet żeby utrzymać tempo – podbiegałam i wspierałam. Po pierwszym biegu chciałam więcej! Może 6 km? Runmageddon pokazał mi, że pomimo choroby, potrafię zrobić wiele. Osiągnęłam już kolejny cel – 12 km w Gdyni! Był mały postój na pomiar cukru i podanie insuliny. Ale wiecie co? Ludzie się uśmiechali, a znajomi którzy biegli ze mną pytali się „Paulina jest okej?”.

Czułam moc w nogach, chciałam biec po marzenie, które było tak naprawdę na wyciągniecie ręki. Wcześniej nie byłam tak psychicznie mocna, jak w tej chwili. Jeszcze pół roku temu myślałam, że kilometr mnie zabije. Teraz przede mną następne wyzwanie – Kocierz, trasa 21 km, a po niej odebranie Weterana. Wiem, że to będzie dla mnie wyzwanie. Korona już jest! A i jeszcze Metamorfozy Wawel – niezapomniana przygoda życia! A choroba? W takich momentach uświadamia mi, jaką jestem wojowniczką, ile zrobiłam, ile wciąż robię, a przede wszystkim, ile jeszcze mogę zrobić. Słyszę z tyłu głowy – bo jak nie Ty, to kto?

Czuję, jak moje nogi przyśpieszają, serce bije jak oszalałe, przypływ adrenaliny uświadamia, że mogę wszystko!

Cukrzyca nie wyklucza mnie ze sportu. Czy Ty możesz to zrobić? Pewnie że możesz! Dlaczego więc ja miałabym nie móc? Mam pewne utrudnienia, ale wszystko jest do pokonania. Wiedząc, że mam przy sobie osoby, które mnie wspierają i trzymają kciuki za mnie i moje marzenia. Brnę po więcej, bo przecież żyje się tylko raz!”

Resko24.pl/fot. Paulina

Komentarze można dodawać po zalogowaniu. Zapraszamy do dyskusji.

Zaloguj
x
x
Zarejestruj
x