Pin It

Po naszej publikacji dotyczącej jutrzejszych obchodów 75. rocznicy zakończenia działań wojennych na Ziemi Reskiej, odezwał się były mieszkaniec Reska i postanowił podzielić się swoją ciekawą historią.

Pan Tadeusz Gąsiorowski mieszkał w Resku zaraz po opuszczeniu miasta przez Niemców. Dzisiaj ma 76 lat, ale nadal bardzo dużo pamięta. Część tych wspomnień opisuje w swoim liście który adresuje do pani Anieli Muszyńskiej.  Pani Aniela podstawie dokumentacji Koła Kombatantów i Weteranów oraz Byłych Więźniów Politycznych istniejącego od 1983 r. oddziału w Resku, stworzyła listę wszystkich osób będących członkami organizacji i posiadających status Kombatanta lub Weterana. 

Pan Tadeusz zgodził się na publikację listu na łamach naszego portalu:

Szanowna Pani,

W portalu internetowym Resko24.pl odczytałem informację o obchodach w dniu 4 marca 2020 roku 75 rocznicy zakończenia działań wojennych na Ziemi Reskiej, uznałem, że powinienem się podzielić wiedzą w tej sprawie. Przede wszystkim chyba to, że jestem jednym z najstarszych jeszcze żyjących mieszkańców pierwszych lat powojennego Reska.

Mam obecnie 76 lat. W Resku mieszkałem od dnia 6 marca 1945 roku, tj. w dwa dni później po dacie opuszczenia miasta przez Niemców, miałem wówczas dwa lata. Do Reska przybyłem z Mamą z pobliskiego Czarnego gdzie pracowała u bauera, na roboty do Niemiec została wywieziona z Łodzi. Urodziłem się w obozie pracy w III Rzeszy obecnie to miasto Stargard. Ojca zabrali Rosjanie i nigdy Mama go już nie zobaczyła. Stacjonujący w Resku żołnierze radzieccy Mamę i wiele innych kobiet zatrzymywali do obsługi kuchni dla żołnierzy przybywającej ludności polskiej i pozostałej niemieckiej. Polskie kobiety były traktowane podobnie jak Niemieckie "swawolnie", opisy pominę.

Pani Dudkiewicz z nazwiska po mężu Polaku, najstarszej mieszkance Reska, wcześniej Regenwalde się upiekło, jak sama mówi po wkroczeniu wojsk radzieckich uciekła z Dudkiewiczem z miasta w Polskę i okresu bezpośrednio po wojnie, Reska nie widziała. Kuchnia się mieściła w późniejszym sklepie masarskim państwa Dudkiewiczów. Żołnierze radzieccy mieszkali w pobliskich kamienicach po obu stronach ulicy o obecnej nazwie Borków prowadzącej z Rynku do miejskiego parku, tam też lokowano kobiety. Mama w pierwszych latach po wyzwoleniu miasta zaliczyła piekło, Pana Boga zabrakło aby jej pomógł, moje oczy dziecka wiele widziały, obrazy pozostały. Moim ojcem chrzestnym jest pierwszy burmistrz Reska Helski. 

Mama nazywała się ; Julianna Nowak, zm. 27 września 1963 roku, żegnało ją całe Resko, była znaną i bardzo lubianą mieszkanką, była gospodarzem internatu dla chłopców przy ulicy Wojska Polskiego pod numerem 9, dawniej 22. Wielu chłopcom zastępowała matkę. Spoczywa w najstarszej części cmentarza w XVIII kwaterze, pierwszy grób w tym samych szeregu co są pochowani polscy żołnierze.

Jeżeli chodzi o mnie to: - Wyjechałem z Reska w 1959 roku, w Warszawie i Gdańsku uzyskałem wyższe wykształcenia. Mam wielki sentyment do Reska. Miasto odwiedzam co roku w pielgrzymce do śp. Mamy. Miastem zawsze się interesowałem i interesuję, mam sporą wiedzę o Resku. Posiadam legitymację osoby deportowanej do pracy przymusowej lub osadzonej w obozie pracy przez III Rzeszę wydanej przez Urząd RP ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Pozdrawiam, Tadeusz Gąsiorowski 

Resko24.pl, fot. Ilustracyjne, "Resko po wojnie" profil Resko/Regenwalde

Twoja reakcja na artykuł?

Komentarze  

Ewa z Reska
+8 # Ewa z Reska 2020-03-04 12:58
Pamiętam, jak dziesięć lat temu moja babcia, tuż przed swoją śmiercią, poderwana żywym wspomnieniem, usiadła na brzegu łóżka i opowiadała historię z końca wojny... Jak uciekała od Niemca z gospodarstwa, na którym służalczo pracowała. Droga na zachód spod Lublina przygnała ją do Reska (dziadka spod Kalisza) i zamieszkali w kamieniczce właśnie przy ulicy Borków (dlatego tak mi się skojarzyło czytając powyższe)... Babcia umarła z myślą o strasznych czasach i nic nie wymazało tych przeżyć z jej pamięci, nawet trud dnia codziennego i piękne chwile spędzone później w Resku i w Łobzie z szóstką dzieci. Wtedy słuchałam jej opowieści z zapartym tchem. Do dziś mam ciarki... i nigdy też tego nie zapomnę.
Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt: zgłoś komentarz. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane. Dla swojego komfortu i ochrony nicka - zaloguj się.


Kod antyspamowy
Odśwież

Zaloguj
x
x
Zarejestruj
x